Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

+Malone | przyjaciel digartu

imię i nazwisko adres zarejestrowany25.07.2006 @19:48:51 ostatnio na stronie17.07.2017 @21:00:45



kontakt i statystyki
emaile-mail ukryty
digarty22 komentarze1642 posty na forum3324

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta w digarcie, załóż je lub zaloguj się Facebookiem!
 
Zaloguj się przez Facebooka! Załóż konto w digart.pl Zaloguj się do digart.pl
komentarze
*DracoVolantus    29.05.2016 @22:25:20
ejkurwa, gdzie jes 'udawaj ze mną brazil'???
_______
- True Art is eternal and lasts forever.
- No. True art is a blast, hm!
*Grzeczny    12.10.2013 @22:39:20
...
~Gumiskoczek    19.12.2011 @19:53:13
Lenora +
~gracjan    17.01.2011 @00:54:13
JA SWOJE WIEM!!!
UDAM SIEU DO PRASY
_______
sięganie dna to nie wypad na weekend.
^Vithren    17.01.2011 @00:53:34
kim jest Malone?

ostatnio edytowane: 2011-01-17 00:53:51
_______
http://vith.soup.io/post/74598862/Image
Forever Malone.
*DracoVolantus    24.11.2010 @22:51:52
chyba już wszyscy nie żyją.

tu walczy młodzież jakby co:

http://www.digart.pl/forum/temat/1574150/Proza_wieloautorowa.html

_______
- True Art is eternal and lasts forever.
- No. True art is a blast, hm!
*DracoVolantus    24.11.2010 @12:29:00
powinno być, ale tez nie mogę znaleźć :bezradny:
_______
- True Art is eternal and lasts forever.
- No. True art is a blast, hm!
*DracoVolantus    22.11.2010 @08:06:23
dejże linka do historii co ją pisaliśta eony temu na digarcie.

albo wkleta tutaj młodym gniewnym:

http://www.digart.pl/forum/temat/1565270/XXIX_bitwa_literkowa.html?p=2

(to do przedostatniego bodajże postu odpowiedź będzie)
_______
- True Art is eternal and lasts forever.
- No. True art is a blast, hm!
~routemaster08    09.11.2010 @09:44:44
jeśli widzisz jakieś niestandardowe literki to są mojej własnej roboty, a co do używania fontów to korzystam z zaledwie kilku (helvetica, bodoni, officina, din, meta, ff max, akzidenz i czasami jakiś randomowy szeryf który mi wpadnie w oko).

pzdr.
_______
Experiment_4
^Vithren    06.11.2010 @02:19:09
"Nie łam się - operator walca zarabia od 3000 w górę. Warto przemyśleć! Sam gdybym umiał pląsać, to bym się za tego walca wziął, ale u mnie taki walc, to raczej bret-gens, czy jak to się tam nazywa, co na głowie młodzi skaczą."

~Molbid    05.11.2010 @18:13:53
Malone, Twój komentarz dotyczący WIOSNY jest całkowicie słuszny, ale w tym przypadku nie ma się czego bać. Podałem maila prywatnego, ponieważ jestem w fazie wdrażania się w działanie. Równie dobrze można pisać na: wojciech.pigla@wiosna.org.pl

!janurz    05.11.2010 @13:41:22
Ja jestem wyluzowany, latem tego roku szukałem pracy w szkole. Powiem Ci tak, choćby przyszło tysiąc fanów seksu analnego i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to żaden z nich bardziej nie był w dupie niż nauczyciel-polonista szukający stażu

TAk więc mail bez odpowiedzi mam tam, gdzie polski system edukacji ma mnie
!janurz    05.11.2010 @13:31:27
U mnie też cisza. Chociaż ok, szczerze mówiąc mail pod tytułem:

,,Z przykrością informujemy, że PAńśkie bajki dla dzieci są chujowe jak nieszczęście i wolelibyśmy zostac wszyscy zgwałceni przez stado nosorożców włochatych niż z PAnem współpracować'' to nie jest do końca to, czego w tej chwili chcę od życia.
^Vithren    03.11.2010 @13:27:13
Forever Malone.

; )
!janurz    08.09.2010 @08:37:23
joł Malone, wysłałem pod adres fragment utworu, ale cisza.

Wyszedłem z założenia, że po prostu był chujowy.
^Vithren    01.07.2010 @22:46:21
w sumie trochę do dupy wyszło
^Vithren    01.07.2010 @19:06:38
Ostatni widział go przewoźnik.
Był to drugi tydzień podróży i H. V. Ithren, od początku małomówny, ograniczał się już tylko do krótkich potwierdzeń i zaprzeczeń. Zwierzęta wyły w czasie nocnych burz, pustynny piach szlifował skórę na grube bruzdy, przestrzeń natomiast otwierała się i obejmowała dwójkę wędrowców wchodzących coraz głębiej w ląd, coraz głębiej w piach.

Tamten wieczór - chociaż później wersja się zmieniała, poranek, południe z wyszczerzonym oczodołem słońca na oślepiającym niebie, pomijalne wahania szczegółów - tamten wieczór skończył się źle. Przewodnik (człowiek doświadczony latami przemytu i handlu rzeczy bez konkretnych nazw, za to o konkretnych cenach) nie zauważył w nacierającym z wściekłością wietrze ostrych skał. Skaleczenie nie było głębokie. Tu jednak, przy tak skrajnych różnicach dobowych temperatury, przy takich chorobach, zjawiających się w ciągu jednej nocy i zabierających setki dusz, przy zakażeniach deformujących ciała i umysły,
bezpieczniej było rozbić obóz. Środki medyczne mieli, niewystarczające, tak, jednak - mieli a opóźnienie o dzień, dwa, co to za opóźnienie, tutaj, gdzie czas i tak faluje wielkimi przypływami, środek dnia, środek nocy, to są punkty tak bliskie że znaczące prawie to samo. Księżyc, słońce, niebo, piach - to jest zawsze, to jest prawda, czas to rzecz zmiany.

Tutaj też wyjaśnienia były niejasne od początku. Że H. V. odesłał był go, razem z żywnością, zwierzętami, bronią - tyle wynikało z samego faktu że pozwolił mu ujść z życiem. Co sam zabrał? To, co miał przy sobie. Ponczo. Kapelusz. Buty. Czerwoną chustę. Przemytnik niechętnie mamrotał o tym, co zdążył podpatrzeć.
W nocy, gdy gwiazdy otwierały zaciśnięte pięści, H. V. często siedział przy ognisku do samego rana, prawie nieruchomy, bliższy chłodnym cieniom gór na horyzoncie niż oddychającemu mięsu. Błysk metalu w dłoni. Zgrzyt mechanizmu. Przerażenie zwierząt. Zimny blask i zimny cień. Ognisko cichło, płomień przygasał, prawda, fałsz, sen? Wszystko naraz, mówił i zapluwał się w rechocie przewoźnik.
Zanim odszedł, H.V. zapytał czy zdąży w jeden dzień dojść do Oazy, Oazy sięgającej korzeniami podobno samego wielkiego morza ukrytego głęboko pod pustynią, odciętego od wieków od świata zewnętrznego.

Burza stulecia rozpętała się dzień później. Otuliła pustynię jak dłonie obejmują rodzące się życie.

H. V. I. zatrzymał się. Dolina schodziłą ostro w dół, piach, skała, wszystko równie zdradliwe. Zapadł już wieczór, wysoko nad karkiem wył wiatr a piach rozcierał krajobraz.
Buty wolno zapadały się w podmokłej ziemi, wysuszona skóra znajdowała ukojenie w parnym powietrzu.
Gdy znalazł się na samymy dnie(szczelina w szczelinie, głębsza ciemność w ciemności mniejszej) wyciągnął z kieszeni Mechanizm. Owoc tysięcy pokoleń algorytmów ewolucyjnych, sieci neuronowych rozpiętych na sprzęgach biologiczno-mechanicznych, operujących na samej niewyraźnej krawędzi materii żywej i martwej, gdzieś na ziemiach jałowych życia inteligentnego i nieinteligentnego. Podrzucił w dłoni ciężki przedmiot, spojrzał jeszcze w źrenicę Syriusza błyszczącą na ciemnym niebie.
- Hurm.
Butem rozkopał ziemię. Przełamał Mechanizm wzdłuż żłobień idących poziomą osią. Małe słońce zapłonęło w dłoniach. Wystarczyło jedno ziarno; Mechanizm zawierał ich tysiące. Pochylił się, staw w kolanie trzasnął głucho. Palcem wsunął ziarno w ziemię, jedno po drugim, aż nie zostało żadne.
Wtedy wyprostował się i zaczął śmiać, głęboko, z brzucha, z piersi, aż do braku tchu.
Lata świetlne dalej termojądrowe serce Syriusza zaczęło pulsować w nowym rytmie, obojętnym na grawitacyjne namowy gwiazd w układzie. Cząsteczki Mechanizmu, splątane kwantowo z materią głeboko zaszytą w Syriuszowym jądrze i stanowiące wieloskalową sieć komunikacyjną między miejscami odległymi o ćwierć wszechświata przestawiały swoje spiny jak stawy obracają się w zastałych kościach.

W innym wszechświecie, miażdżony inną grawitacją, rozpostarty na skrętach strun materii i wszystkiego co materią nie było, Wędrowiec zauważył wiadomość i już planck czasu później treść rozśpiewała się w tunelowych zakrzywieniach czasoprzestrzeni.
- Wporzo - głosiła - Będę w Wawie w przyszłym tygodniu, daj koordynaty to wpadnę. Vith love <3



+canvaske    30.06.2010 @13:13:56
nie ma problemu
_______
Nie robię projektów za 300 PLN!!!
+canvaske    30.06.2010 @09:22:33
Malone drogi
poczytaj co napisałem i do kogo było skierowane kumam/nie kumam
problem nie do autora wątku tylko właśnie do ludzi co się tam pienią

pozdro
_______
Nie robię projektów za 300 PLN!!!
+booboo    29.06.2010 @00:21:22
^Vithren    15.06.2010 @04:47:37
...później w papierach stało że ostatni raz pojawił się o trzeciej minut pięćdziesiąt osiem, nocą piętnastego dnia czerwca - wtedy w każdym razie stanęły zegary od Kolenickiej po Zmartwychwstania, razem blisko dziesięć tysięcy czasomierzy. Niewiele szczegółów; że był, tak, ale jak ubrany? skąd przyszedł? Taksówkarz(poparzenia drugiego stopnia, połamane kości ud, kości dłoni w drzazgach, rozszarpane żebra prawie przebiły serce galopujące sto osiemdziesięcioma uderzeniami z przerażenie i bólu) miał później zeznać, że wyglądał normalnie, to jest: nie wyróżniał się w tym tłumie ludzi, którzy zwykle przewijają się przez jego, przełamany teraz na trzy części, samochód o takiej porze. Mamrotał o osobnym gatunku ludzi których taka Ciemność, jaka wtedy panowała, rodzi. Zamilkł dopiero przy rysopisie. Czy przyglądał się w lusterku pasażerowi? Przyglądał, owszem, ciężko kiwnął obandażowaną głową, metal usztywniający złamane kości jęknął przeciągle, zaszeleścił głucho gips. Jednak cokolwiek dokładniejszego - tutaj Taksówkarz nie zeznał wiele, wysoki, niski, jaki kolor skóry, palił, nie palił, płaszcz, kurtka, nagi - nie wie, nie wie, nie wie, nie pytajcie - tak szeptał pot ściekający po wduszonej na centymetr czaszce, tak szeptał połamane palce, które przy przerażeniu lekarzy zaciskały się z drżeniem na stalowym szkielecie szpitalnego łóżka.
Niewiele również pozostało śladów. Lej ucinał wypatroszone cielska kamienic jak skalpel, odchylenie sięgało trzech milimetrów, technik i tak zakwalifikował to jako dopuszczalny błąd pomiarowy i w bezradnym oszołomieniu stał tylko i patrzył by po minucie katatonicznego zgoła stuporu odjechać razem z kilogramem gruzu, dowodem, podobno, rzeczowym.
Więcej dało się wywnioskować ze stanu samego miejsca zdarzenia. Lej, w pełni sferyczne wycięcie tkanki miasta, mierzył blisko sto czterdzieści cztery metry. Tam, gdzie beton, asfalt, gdzie miedziane rury kanalizacyjne ściskane były ciemną, zbitą ziemią pozostała szklista powierzchnia, szkło kwarcowe. Jak się później okazało - zeszklenie sięgało blisko dwunastu metrów w głąb ziemi a promieniowanie cieplne potrzebne do podobnego kuriozum oślepiło na parę chwil termiczne ślepia mechanicznych owadów krążących nad atmosferą. Wtedy też godzina Zdarzenia nabrała nowych znaczeń. Biorąc poprawkę na lokalne przesunięcia czasu dodano kolejny poziom dokładności: pierwsza sekunda i czterdzieści cztery setne następnej. To, rzecz jasna, zapłodniło sny i żyły większości brukowców, jakie jeszcze opierały się ponuremu czarowi Zdarzenia; mistyka powtarzających się liczb była zbyt nęcąca, zbyt łatwe skojarzenia, zbyt proste możliwości zasklepiły się do pewności: "To nie jest przypadek", grzmiała kolumna za kolumną, czy to wiadomość, znak, sygnał - teorie ataku terrorystycznego wygasły najszybciej, podobnie spiski znajzdujące swe źródło we wrogim kraju - nie te skale, nie te dokładności, technologia jest technologia, fizyka jest fizyka, taka dokładność n i e j e s t m o ż l i w a.
W tym, oczywiście, sęk, że najwyraźniej nie tylko jest możliwa co dostępna.
Czy można było to opanować? Pytania zadawane post factum wydają się proste przez wzgląd na dystans, analiza czasu rzeczywistego zawsze jest innym stworzeniem, nazwać, zrozumieć - czas to wymiar, w jakim żyjemy. I czasem Zdarzenie zostało naznaczone. Sto czterdzieści cztery metry, dwanaście metrów zeszklenia do potęgi, sekunda i czterdzieści cztery setne następnej - jest przypadek i jest Działanie, świadoma czynność. Sposób, w jaki nadajemy materii sens, sygnałowi - znaczenie. Czy warto było szukać dalej, skoro mówiła do nas matematyka?

Pierwsze wyprawy prywatne, prowadzone jeszcze przez prywatne osoby i boczne firmy holdingów azjatyckich tygrysów, widmowe firmy legitymizujące wszelkie czyny zasiewane na wolnych od przesadnie opiekuńczego prawa ziemiach - pierwsze wyprawy ruszyły już po tygodniu, nieco dłużej, bo osiem i kolejno dziewięć i dziesięć dni należało czekać na oficjalny ruch Ameryki, Azji i Rosji, i Europy. Po natrafieniu na pierwsze ślady po drugiej stronie globu użytkownicy większych serwisów udostępniających aktualne i aktualizowane mapy mogli zauważyć chwilowy brak odpowiedzi z serwerów; czas potrzeby firmom na natychmiastowe, bo pod groźbą ingerencji służb bezpieczeństwa, zabezpieczenie materiałów dowodowych, co w praktyce oznaczało wstrzymanie aktualizacji map przedstawiających obszar zarówno Wydarzenia jak i Miejsca Drugiego, znalezionego po drugiej stronie globu.

A przecież Malone tylko zapalał papierosa.








(byłoby więcej ale należy iść spać, żuczki)
ostatnio edytowane: 2010-06-15 04:48:24
_______
http://vith.soup.io/post/74598862/Image
Forever Malone.
~Aventia7    22.05.2010 @23:16:08
Witam Dawno mnie na digu nie było ale zawsze lepiej późno niż wcale
Bardzo dziękuję za niesamowity opis.
Widać, że dusza współgra
Pozdrawiam Aventia7
*Grzeczny    19.04.2010 @00:12:19
Nie ma problemu, bo i tak za radą innej osoby pisać umiejącej, i oceniać swój debiut odwołałem, i dopiero pod koniec tygodnia "nowy" tzn., zredagowany w mini-cykl tekst wrzucę, niby miał pięć stron objętości w Wordzie, ale... tu to jednak było za dużo

*Grzeczny    16.04.2010 @23:27:36
Jeśli przypadkiem byłbyś w okolicy, to chciałbym o sobie przypomnieć, tym razem jako debiutant w dziale "proza"

Byłbym wdzięczny za opinię (także bez oceny), poza tym co i dla mnie oczywiste, że w odwróconym systemie barwnym (biały tekst, czarne tło), tekst jak mój..., męczy oczy i łepetynę
..., następne, postaram się wstawiać teksty..., krótsze..., ale to jakby nie na temat.

1 2 3 4 5 6 ... 60 Następna strona
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt